Obrazki z Asakusy.
Miejsca się nie zmieniają, a przynajmniej niezbyt szybko. Ale zmieniamy się my, zmienia się punkt widzenia, towarzystwo, nastrój. Czasami będąc gdzieś dopiero drugi, trzeci raz, dostrzega się, o co właściwie w tym wszystkim chodzi i dlaczego to jest piękne.
Ja tak miałam z Asakusą, do której wybraliśmy się z bardzo konkretnym tajnym zadaniem, a skoro już tam dotarliśmy, to postanowiłam pokazać Grześkowi powidok starego Edo. Hm, zresztą nie tylko. Na dobry początek:

Asahi Biru ("budynek porannego słońca"), potocznie znany jako Unko Biru ("budynek kupy"), nietrudno chyba zgadnąć, dlaczego.
Ale wracając do przemierzania uliczek Edo…

Niedługo wcześniej Japonia świętowała Hina Matsuri, wszędzie więc można było zobaczyć lalki, w tym też te papierowe powyżej, które zupełnie mnie ujęły.
Oczywiście widzieliśmy Sensouji, widzieliśmy pagodę i stawek z karpiami, ale te elementy otoczenia nie zachwyciły mnie specjalnie, jak i za pierwszym razem. Za to w bocznej uliczce…

...na budynkach wypatrzeć można...

...takie oto...

...indywidua.
I nie tylko. Ludzie maja różne pomysły.

I wymalowują sobie np. na drzwiach garażu edziowską ilustrację. Oczywiście trafiłam na moment, kiedy ktoś podnosił bramę...
W niewielu miejscach w Japonii da się jeszcze zobaczyć riksze. Asakusa jest jednym z takich miejsc.

Młody rikszarz podrywający dwie klientki na "przewodnika".
Popołudniowa Asakusa ma w sobie więcej uroku, niż się spodziewałam, jeśli tylko uda się siłą woli zignorować tłumy ciągnące do świątyni czy stojące w kolejkach przy sklepikach i budkach z jedzeniem. W Japonii można ten prosty zabieg wyćwiczyć do perfekcji. Przydaje się.
Na pożegnanie dwa paszczaki.

On i Jego Pierwsze Dango (dango, że tak powiem, filozoficzne, bo spożyte tuż po dowiedzeniu się, co oznacza właściwie "hana yori dango").

Ona, czyli ja, i jej firmowe spojrzenie, czyli... zresztą widać mniej więcej, jakie.

A co to jest to Dango?
Zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że przy ponownej wizycie Sensouji robi korzystniejsze wrażenie – chociaż nigdy nie wiadomo
Tak czy inaczej, z mojej wizyty w Asakusie najmilej wspominam sklepy z lalkami. ( Jeszcze kiedyś tam wrócę i przepuszczę pół swojego konta. Oczywiście – to pół, którego nie wydam w book-offach. <3 )
była kiedyś taka bajka “gdzie jest wally”, ludka się takiego wypatrywało na różnych obrazkach – może te ludki to wersja miejska?