Powrót do rzeczywistości.
Prawie półtora miesiąca ferii rozleniwiło mnie okropnie, ale już wracam do wiernego relacjonowania zdarzeń z ziemi japońskiej (znaczy się tylko tych z moim udziałem). Marzec upłynął mi przyjemnie i dosyć intensywnie, postaram się nadrobić zaległości przez najbliższe dni (no dobra, i tygodnie).
Tymczasem chciałabym pozwolić sobie na notkę wiosenną, bo na wiosnę czekałam długo i z niecierpliwością. Niestety dzisiaj wyżej wymieniona postanowiła się na mnie wypiąć, sypnęła deszczem i powiała chłodem, ale moja komórka (co ja zrobię w Polsce, kiedy tu tak się przyzwyczaiłam do codziennego sprawdzania pogody w telefonie?) daje nadzieję, że już niedługo zrobi się przyjemniej. A tymczasem, gwoli zaklinania, kilka zdjęć najbardziej oklepanego (co nie przeszkadza mu ujmować mnie swoim urokiem) symbolu wiosennej Japonii – kwitnących wiśni.

Wokół mojego uniwersytetu takich alejek jest od groma i trochę. Wszędzie biało i kwieciście. Raj dla alergików.

A tak wygląda hanami (podziwianie kwiatków, w domyśle wiśni) w parku Inokashira. Oczywiście zdecydowanie bardziej niż o kwiaty, przynajmniej moim laickim okiem, chodzi o jedzenie. Wszak to Japonia. Ponieważ tłumów nie znoszę (one na ogół mnie też), to zdjęcia robiłam tylko poglądowo, a sama uczestniczyłam w kameralnym hanami, o którym za chwilę.

Romantyczność w parku Inokashira.

Dziura na niebo.

Kwiatki z bliska. Kwiatki w przeciwieństwie do ludzi fotogeniczne są zawsze i z każdej odległości.

Widok z mojego okna, ujęty w sposób uwypuklający jego niepodważalne walory artystyczne (i żeby nie było widać, że to z tyłu to boisko).
Ponieważ w międzyczasie niespodziewanie zaatakowała nas Wielkanoc, trzeba było wymyślić jakiś sposób na niezobowiązujące świętowanie, a że pogoda była całkiem niezła, postanowiłyśmy zrobić sobie hanami na kampusie. Była sakura, było jedzenie (w tym nawet prawdziwy kajmakowy mazurek – pycha!), jako najstarsza (głowa rodziny?) powiedziałam nawet kilka podniosłych słów przed śniadaniem (które niech odejdą w zapomnienie). W każdym razie była to zdecydowanie przyjemna Wielkanoc.

Nasz wielkanocny "stół".

W tle nasza Alma Mater, na szczęście zajęcia się w niej jeszcze nie odbywały.

Ja też tam byłam, soczek grejfrutowy piłam...
I marzą mi się już takie zupełnie ciepłe, długie dni, czytanie książki w parku i wieczorne spacery na tle zachodu słońca.

O, takie zachody słońca mają być.

Skrótowo-obrazkowy opis zawartości naszego stołu wielkanocnego mnie rozczulił, jak to ślicznie wszystko razem wygląda na zdjęciu z podpisami ^^ ( a moi rodzice będą dumni, że baranek od nich został uwzględniony xD)
ale od paru dni płatki już opadają, więc mi przeszło. :3
A sakury są straszne, nawet ja się nabawiłam na nie jakiejś formy alergii.
nareszcie ^^ na tych torach stala Koume w openingu do Hitotsu Yane No Shita, nie?